Fizykon.org - strona główna   | O witrynie |O autorze witryny | kontakt z autorem |

 

Przedostatnie wiadomości, czyli różne komentarze 
czyli "taka sobie" fizykonowa pisanina

Komentarze, felietony - archiwum
Polityka, obyczaje | Etyka, filozofia | Biznes, prawo | Edukacja | Gospodarka | Media | Inne | Nauka, technika, informatyka

 

O nowej edukacji i biznesowym proroctwie

Dziś komentarz - esej niemal apolityczny. Za to z ulubionej przez autora witryny działki - edukacji. Rzecz będzie o edukacji nowego rodzaju - o naprawdę nowoczesnej edukacji
Większość powie - nuda. Wszak szkoła (z męskiej perspektywy patrząc) jest fajna tylko od strony spotkań kolegów z okazji piwnych wagarów i erotycznie podbarwionych kontaktów z płcią bardziej sympatyczną...
Dla autora jednak edukacja jest ciekawa z wielu innych powodów, a dodatkowo jest w tym jeszcze jeden aspekt - biznesowy. I to poważnie biznesowy. 

Więc do rzeczy. 
Jakiś czas temu kupiłem książkę amerykańskich autorów pt. "Rewolucja w uczeniu". Książka jest pisana w stylu silnie amerykańskim i marketingowym (dla mnie właściwie aż za silnie) - odnoszę wrażenie, że w tym tekście zatraca się granica między stwierdzaniem faktu, a reklamą tych stwierdzeń - rzucają się w oczy hasła pisane wielkimi literami na całej stronie, dominują mocne oznajmujące zdania i proste recepty. Jak dla mnie - za proste. I chyba za nachalne.
Z drugiej strony jednak - zdaję sobie sprawę, że taki jest ten dzisiejszy świat - wymaga prostych zdań, wpadających w ucho sloganów. Może tak będzie wyglądać mowa następnych pokoleń? Może przyzwyczaimy się do czatowych skrótowców, wszechobecnych określeń angielskojęzycznych w stylu "cool, "funny", "trendy"?... Może?... Myślę, że wszystko ku temu zmierza.
Jednak ja wierzę jednocześnie, że życie wymusi różnorodność. Wszak nie wszystko da się uprościć i ubrać czaderskie hasła. Wierzę też, że również w świecie który nadchodzi, pojawią się style edukacyjne w bardzo różnych wydaniach - reklamowo - hasłowym, czyli uproszczonym - dla niezbyt zaawansowanego odbiorcy. Ale będzie także styl wyważony, spokojny, gdzie każde słowo znaczy - to co znaczy, czyli bez konieczności dowiązywania mu emocjonalnego ciężarka, czy balonika z helem. Bo upraszczanie spraw, umieszczanie ich w silnie emocjonalnym otoczeniu bardzo często zakłamuje istotę, bo pewnych rzeczy zwyczajnie nie da się przekazać "cool", bo są pewne prawdy i mechanizmy, które muszą być przepracowane - żmudnie, ciężko, z bólem głowy i karku. Ale pewnie też dlatego zawsze będzie elita tych którzy więcej rozumieją, którzy widzą dziesięć poziomów emocji, tam gdzie większość dostrzega zaledwie trzy.

I będzie też nowa edukacja z prawdziwego zdarzenia. O dwa poziomy lepsza. Skuteczniejsza. To nie takie trudne. Gdy patrzę na możliwości jakie wykorzystują dzisiejsze podręczniki, czy metody dydaktyczne, to żal człowieka ściska... Widać całe wielkie obszary niewykorzystanych możliwości. A przecież... wystarczy sięgnąć ręką. 
W dobie komputerów i Internetu można nauczyć ludzi tego samego 2 - 3 razy szybciej. I lepiej. Państwa i organizacje, które to zrozumieją i wprowadzą w życie wynikające stąd wnioski, będą miały ogromną przewagę nad resztą świata. 

Bo przyjrzyjmy się co tak naprawdę limituje lepszą jakość życia i pracy - technologia? - ona sama to może połowa. A prędzej jedna trzecia. W końcu z możliwości edytora Word przeciętny użytkownik stosuje 5%, większość osób nie ma zielonego pojęcia co tak naprawdę potrafi ich telefon komórkowy. A przecież tym co naprawdę ważne w pracy biznesmena, czy fachowca z prawdziwego zdarzenie, to dostęp do rzetelnej informacji, a do tego podanej w sposób maksymalnie przystępny. Dla tych specjalistów, których godzina pracy kosztuje dziesiątki dolarów, nie liczy się cena za informację (oczywiście mówimy o ogólnie "rozsądnych" cenach), tylko czas w jakim ta informacja będzie mogła "zapracować" i na ile będzie można na niej polegać. 

Dlatego prorokuję (to jest dopiero to główne proroctwo na dzisiaj):
Firmą nowych czasów, firmą nowego świata będzie...
   WYSZUKIWARKA INTERNETOWA GOOGLE!!!
Nie tam żaden Microsoft, nie ten czy wielki "teleokom". Już dziś, jak się czegoś nie wie, to się idzie poguglować, A nadejdą czasy, gdy guglować będziemy po wszystko - gdzie kupić bułki, w jakim mieście urodził się Napoleon i czy warto inwestować w obligacje rządu Rodezji. Google zaś przestanie po prostu wyrzucać nam nawał stron witryn internetowych o bardzo zróżnicowanej użyteczności, lecz opracuje dla nas metody odpowiedzi na pytania. Po prostu - będzie prawie tak jak z odpowiedzą fachowca. Choć może odpowiedzi na pewne szczególne pytania będą, albo płatne, albo limitowane dla wybrańców.
Z resztą Google już został wybrany firmą roku. Tyle że mało kto wie, że tak naprawdę jest to firma stulecia...

A wracając na koniec do zacytowanej wcześniej książki. Mimo swojej przerysowanej maniery wypowiedzi, nie była ona głupia - też wieszczy to samo co ja w tym eseju - początek nowej ery - ery wiedzy i edukacji.

Dodane do serwisu 29 marca 2004